Close

Not a member yet? Register now and get started.

lock and key

Sign in to your account.

Account Login

Forgot your password?

Historia

Krótka historia Oćwieki

Historia osadnictwa w tej miejscowości sięga czasów, gdy Polska znajdowała się w stanie pogaństwa, a grobowce z urnami znalezione na pagórkach Oćwieki datują się z czasów sprzed narodzenia Chrystusa. Jak podają przekazy ustne mieszkańców, nazwa tej miejscowości pochodzi z tego faktu, że na piaszczystych pagórkach znajdowały się wielkie lasy, z których woźnice wywozili końmi olbrzymie drzewa wołając: Oć-wie, Oć-wie, Oć-wie. Zachęcali tym wołaniem konie do wywozu z lasu ściętych drzew i tak powstała nazwa Oćwieka. Przed II Wojną Światową Oćwieka należała do szlachcica Wilkansa, a później do Grabowskiego. Po II Wojnie Światowej ziemię podzielono i posesja nr 3 należała do pana Wesołowskiego. Następnym nabywcą był pan Stefan Superczyński, od którego nabyliśmy posiadłość.

W kwietniu 1977 r. kupiono ten teren na ośrodek młodzieżowy dzięki inicjatywie brata Jana Tomczyka – Pastora II Zboru w Bydgoszczy Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego. Towarzyszył mu wtedy młody brat Daniel Cichocki. Zakupienie tego terenu wypłynęło z potrzeby, jaką odczuwali młodzi bracia pracujący wśród młodzieży. Podczas ostatniego kursu biblijnego w 1976 roku we wsi Sękowo koło Nowego Tomyśla, który odbywał się na prywatnej posiadłości braterstwa Borówków, powołano do życia Klub Młodzieży pod nazwą „7.14”. Mottem do życia były wiersze z Biblii z II Księgi Kronik 7,14-15: „I ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem i będą się modlić i szukać mojego oblicza i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię. I będą moje oczy otwarte i moje uszy uważne na modlitwę w tym miejscu zanoszoną.” Brat Janek był założycielem tego klubu. Jedną z zasad była modlitwa dwa razy dziennie o 7:14 o potrzeby naszego kraju, o przebudzenie Polski, jak też i ośrodek dla młodzieży, gdzie można spędzić czas ku chwale Pana i prowadzić ludzi do znajomości imienia Pańskiego. Żal nam było, że po tych obozach pastwisko braterstwa Borówków było tak zdeptane, stąd pomysł nowego miejsca dla młodzieży. Należy zaznaczyć, że ośrodek chrześcijański dla młodzieży w komunistycznym kraju to rzecz nie mogąca mieć miejsca. Trwając w modlitwie przed Bogiem, brat Janek wraz ze swoją żoną po wielu modlitwach „Klubu 7:14” wyruszył na poszukiwania. Od jednej z wierzących rodzin otrzymaliśmy informację o możliwości kupna starego dworku niedaleko młyna w Wenecji. Mimo, iż teren był ciekawy i ładny, trzeba było zrezygnować, bo właściciel znalazł lepszych nabywców. Pan miał dla nas inny plan. Podczas jednej z wypraw do Wenecji i zawodzie jakiego doznaliśmy, gdy nas odtrącono, Pan otworzył nowe drzwi. Trudno się było z tym pogodzić, gdyż brat Janek widział już tytuły w informatorach: „Obozy chrześcijańskie w Wenecji”. Modliliśmy się: Panie dlaczego tak się stało? Pojechaliśmy znów do Wenecji z myślą: Może Pan ma dla nas inny dom? Szukając, nadjechał listonosz. Spytaliśmy, czy czasem nie ma wiedzy na temat jakiegoś domu nad jeziorem. Tego dnia ten pan zastępował innego listonosza z gminy w Gąsawie i to on skierował nas do Oćwieki. Gdy brat Janek usłyszał po raz pierwszy nazwę tej miejscowości, powiedział: „O nie, to niemożliwe”. Dziś Oćwieka to najlepsze skojarzenia, ale wtedy strasznie to brzmiało. Mieszkający w Wenecji brat Kośmmider wskazał drogę do Oćwieki. Po obejrzeniu całego terenu, przeprowadzeniu wstępnych rozmów brat Janek zdecydował się na kupno. Pan wysłuchał płynącą z wiary szczerą modlitwę. Bracia z Anglii – John Thorn i Barrie Brooks z Exeter przywieźli środki na ten cel. Piękny teren nad jeziorem Oćwieckim, które liczy ponad 150 hektarów, a z drugiej strony znajduje się las, był najlepszym miejscem, jakie mogliśmy otrzymać. Niestety nie można tego było kupić na kościół, bo nomenklatura komunistyczna tego nie przewidywała, więc trzeba to było zrobić „po cichu”, na dodatek była to rola i do kupna był potrzebny rolnik. Posłużył z pomocą brat Janek Urbaniak, który miał uprawnienia rolnika. Obozy odbywały się oficjalnie na jego posesji. Wielu wierzących dołączało się do pracy przy adaptacji. Pierwsze obozy miały charakter pracowniczy, a następne biblijno-umuzykalniający. Przyjęliśmy nazwę „Dom kursów Biblijnych”. Przez kilka lat młodzież wraz z przewodnikiem pracowała przy remoncie i adaptacji pomieszczeń. Młodzi ludzie usilnie pracowali przy utorowaniu dojścia do plaży. Od naszej strony rosły trzciny, był muł, nie było piasku, ale ten był po drugiej stronie jeziora. Postanowiliśmy pontonem i kajakiem wozić piasek. Gdy chłopcy coś przeskrobali, dostawali karę – jeden ponton piasku lub czasami dwa. Ku mojemu zaskoczeniu niektórzy dobrzy chłopcy specjalnie „broili”, by dostać karę. Po jakimś czasie powiedzieli, że robili to specjalnie, by popływać po jeziorze kajakiem i pontonem. Piękne jezioro dostarczało wielu atrakcji, szczególnie w pogodne słoneczne dni. Młodzież z zapałem przystąpiła do budowy pomostu, z którego można było już skakać. Wygospodarowano fundusz na sprzęt pływacki, ratowniczy, kajaki, łódki, pontony. Mieliśmy już prawdziwe kąpielisko i możliwość podziwiania piękna przyrody malowniczych jezior żnińskich okolic. Rozpoczęły się pierwsze wykłady, wycieczki, wspólnie spędzony czas ku chwale Pana.

Pierwszy kurs biblijny odbył się w lipcu 1977 r. i prowadził go brat Janek Tomczyk, Tadeusz Urbaniak i Kazimierz Krystoń. W niewielkiej grupie przeżywaliśmy Boże błogosławieństwa i dzięki Jego łasce swoje serce oddał Panu mieszkaniec Oćwieki Paweł J. Jego matka komunistka była wtedy wójtem wsi. Młody Paweł był pełnym wigoru młodzieńcem, dobrze obeznanym z terenem. Nie wiedzieliśmy, jaka będzie reakcja jego mamy. Ale było dobrze. Było to potwierdzeniem Bożej łaski dla nas, że znalazło się miejsce, w którym chciał nas Bóg. Wtedy nie wiedzieliśmy, że w Wenecji był komunistyczny ośrodek szkolenia młodzieży nad Jeziorem Weneckim. Gdybyśmy tam śpiewali o Panu Jezusie, to komuniści by nas pożarli wraz z kopytami. Na pierwszy obóz przyjechało około 30 osób. Mieliśmy w lipcowe i sierpniowe wieczory spotkania przy ognisku, śpiewając, słuchając świadectw i wykładów Słowa Bożego. Najwspanialsze spotkania to wieczór przy krzyżu. Po cichej tafli jeziora zbliżał się oświetlony krzyż. Na łódce przy akompaniamencie gitary kilku śpiewało o łasce Bożej i krzyżu Pana Jezusa. Było to niesamowite zjawisko. Wszyscy mieliśmy zwrócone oczy na światło bijące z drewnianego krzyża, umieszczonego w łodzi, rozjaśniające mroki nocy. Skupieni w modlitwie odczuwaliśmy działanie mocy Bożego Ducha. Pewnego roku gdy już było ciemno i łódź przybiła do brzegu, wokół jeziora rozległy się oklaski. Wędkarze tam zgromadzeni chcieli jeszcze pięknego śpiewu. Nasze modlitwy zostały wysłuchane. Każdy taki wieczór przynosił owoce nowonarodzonych serc.

Przez bardzo długi czas jadalnia, wykłady, noclegi, kuchnia znajdowały się w jednym budynku. Mimo trudnych warunków Oćwieka przyciągała jak magnes coraz więcej młodzieży. W drugim roku było już 60 osób, a później nie było miejsc. Na weekendy przyjeżdżała młodzież pracująca, pewnego razu było 150 osób. Nie było gdzie spać, to spali w samochodach, prosząc, by ich nie odsyłać do domu. Miękkie serce kierownika zezwalało na takie niedogodności. Wspólną pracą rąk wykopano studnię. W budynku gospodarczym urządzono kuchnię i łazienkę. Stale napływali nowi uczestnicy kursów. Nie wystarczało dla nich miejsc noclegowych. Trzeba było pomyśleć o polu namiotowym. Zniwelowano teren, kupiono namioty, śpiwory, koce. Rozmach, entuzjazm, pełna zapału atmosfera Oćwieki udzielała się wszystkim, którzy zawitali tu, choćby na krótko. Wiadomości te dotarły do chrześcijańskich zborów poza granicami kraju. Wiele ochotnych serc pospieszyło z pomocą. Rozwiązaniem wielu problemów był duży namiot, który był przywieziony od wierzących braci i sióstr z Niemiec. Pod tym namiotem mogliśmy zgromadzać się na nabożeństwa, wykłady, modlitwy, pieśni, a później posiłki. Przetrwał tylko do 1990 roku, aż wichura go podniosła i zniszczyła. Następny – większy brat Janek przywiózł ze Szwecji. Wkrótce Oćwieka zaczęła witać gości nie tylko z kraju, ale i z zagranicy. Potrzeby stale wzrastały. W Oćwiece gościliśmy wspaniałych wykładowców Słowa Bożego: brata Jacquea Teewna, brata Harrisa Trevra i innych. Kuchnia pękała w szwach, brak było wody. Dwie studnie były za małe. Wraz ze starszymi braćmi brat Janek postanowił podjąć nowe dzieło – budowę nowego wspaniałego ośrodka. W nowym przedsięwzięciu miała miejsce usilna modlitwa wielu wierzących ludzi. Bóg tak cudownie pokierował wszystkim, że mimo wielu trudności i sprzeciwów władz miejskich, uzyskano zgodę na budowę nowej posesji. Był jeszcze stan wojenny. Pozwolenia wydawali dyrektorzy urzędów nie znający się na przepisach itp. Zgodnie z nimi nie wolno było budować nic w odległości 100 metrów od tafli jeziora. My mamy dom 30 metrów od jeziora, a ludzie pytają: Kto Wam wydał zezwolenie? Nasz Pan dyrektor zachwycony lokalizacją natchnął nas na budowę nowego domu. Otrzymaliśmy projekt budynku, który zaspokajał wszystkie potrzeby i oczekiwania, mieścił bowiem wszystko, co potrzebne do życia w chrześcijańskim ośrodku: sypialnie, pomieszczenia gospodarcze, łazienki, sale wykładowe itp.

Pan prowadził nas w każdym szczególe, a Duch Święty działał pośród wielu osób z młodzieży z różnych zborów i kościołów. Zmienia się pejzaż Oćwieki. W lipcu 1983 roku postawiliśmy wspólnym wysiłkiem trzy domki kampingowe i wkrótce rozpoczęliśmy budowę wspomnianego nowego domu. Głównym budowniczym był młody brat Tadeusz Matlak z Żywca, wkrótce do pomocy dołączyli Bogdan Mielcarek i Benek Miarka. Nadzór za darmo poprowadził brat Tadeusz Trzop. Skarbnikiem był brat Tadeusz Dębosz. Ośrodek nasz stał się jednym wielkim placem budowy błogosławionej przez Pana. Jesteśmy pewni Bożego kierownictwa, ponieważ każdego dnia Pan posyła nam dowody swej opieki, np. okres komunistyczny cechowały braki materiałów budowlanych, ale Pan otwierał drzwi do ludzi i urzędów. Materiały budowlane otrzymaliśmy bez większych trudności właśnie wtedy, kiedy były nam najbardziej potrzebne. Budowa trwała kilka lat i każdego roku coś udoskonalaliśmy. Nasz dom był najładniejszy w okolicach. Z różnych miejsc przyjeżdżali młodzi ludzie, by wziąć udział w obozach. Byli ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Irlandii, Finlandii, Norwegii, a nawet z Australii. Do dzisiaj nawróciło się ponad tysiąc ludzi w naszym Ośrodku. Wielu wspaniałych ludzi już odeszło do wieczności, ale pozostały wspomnienia i świadectwa. Dziękujemy za to naszemu Panu. Jeśli przeczytałeś tę historię, to pomyśl, co ty chcesz zrobić. Modlić się o dalszą pracę, wesprzeć finansowo, zasponsorować biedne dziecko czy młodzieńca. A może skorzystać z jakiejś formy obozów. Obozy są dla dzieci, młodzieży, rodzinne i seniorów.

Jan Tomczyk